czwartek, 7 lutego 2019

MORPHE & JACLYN HILL - RECENZJA PALETY BLING BOSS





Kochacie fiolety na powiekach? Bo ja uwielbiam i dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok palety marki Morphe powstałą we współpracy z popularną na całym świecie youtuberką Jaclyn Hill. Zachwyciła mnie od razu kiedy ujrzałam ją w sieci i bardzo się cieszę, że trafiła w moje ręce, a dlaczego, o tym opowiem w dalszej części postu.
 
Paleta Bling Boss, której nazwa nawet całkiem mi się podoba, to jedna z 4 palet jednocześnie dopuszczonych do sprzedaży. Jej pozostałe siostry Dark Magic, Ring The Alarm oraz Armed & Gorgeous, kolorystycznie już do mnie nie przemówiły. Sama paleta wyniosła mnie coś około 100 złotych, ale te ceny różnią się od siebie w zależności od tego, gdzie ją zakupicie. Obecnie z ich dostępnością nie ma najmniejszego problemu.

Palety są moim zdaniem pięknie wykonane, dopracowane, zamykane na magnesiki
, eleganckie i bardzo poręczne! Mogę powiedzieć, że paleta na długość jest o jakieś 2 cm krótsza od palet Zoevy, czyli niby niewiele, ale jest to odczuwalne. Szerokość z kolei jest dokładnie ta sama, przy czym marka Morphe zadbała jeszcze o lusterko. De facto ono nie ma dla mnie znaczenia, ale jestem świadoma, że dla wielu z Was jest to akurat istotne.


W środku znajdziemy 10 nasyconych cieni z czego 4 (Hush Hush, Mystic, Sparks, Rockstar) to maty, boskie maty! Ja nie bez powodu to podkreślam. Może i na swatchach nie robią dla Was szału, ale już nieraz się przekonałam, a teraz znowu, że swatche nie są wyznacznikiem jakości cieni. Pragnę zaznaczyć, że początkujące osoby mogą nie poradzić sobie z taką intensywnością na powiece. Trzeba mieć tzw. lekką rękę. Przyznam, że ciągle testuje paletkę Hudy, tę najnowszą i zdradzę Wam, że w przypadku matów musiałam się ratować paletą Bling Boss! Swoje frustracje na temat palety za prawie 300 zł wyleje innym razem. Do czego zmierzam, otóż dla mnie te maty są idealnymi matami jakie chciałabym mieć w każdej palecie! Praca z nimi to przyjemność. Wystarczy jedno dotknięcie pędzlem cienia i macie "czym" pracować na oku. 

Pozostałe cienie Bling Bling, Pizzazz, Glitz & Glam, Ballsy to cienie do których nie mam zastrzeżeń. Są dość kremowe w dotyku i bez problemu przyklejają się do powieki. Niektóre z nich zawierają srebrne mini drobinki (cień Bling Bling), bądź czerwono srebrne mini drobinki (cień Berry Treasure). Ten cień ma akurat czarną podstawę, ale jest niestety najsłabiej napigmentowanym cieniem w całej palecie. Za to petardę stanowi tu cień o nazwie Gem. Jest to trzeci od prawej cień o przepięknym fioletowym kolorze, który obłędnie potrafi podkreślić oko na dolnej powiece! Dowodem były od Was miłe komentarze pod opublikowanym zdjęciem na moim instagramie, gdzie pokazałam się Wam w makijażu w pełni korzystając z tych cieni. Swatche poniżej były robione bez jakiejkolwiek bazy.





Przyznaję, że zakup tej palety to moja czysta kobieca zachcianka. Jako osoba, która pasjonuje się makijażem i uwielbia takie kolory, nie mogłam jej nie kupić. Pożądany przez większości beż czy czysta czerń tu nie istnieje, ale ja akurat mam te kolory w pozostałych paletach i nie widzę potrzeby pakowania ich do każdej palety. Dla mnie ona kolorystycznie jest tak spójna, że pobudza moją wyobraźnię do tworzenia. Dzięki bardzo intensywnym kolorom (na bazie są jeszcze mocniejsze) można nią wyczarować naprawdę mocne smokey. Nie ma problemu z blendowaniem tych cieni, a osyp jest niemal niezauważalny. Generalnie ciężko jest doszukać się w niej jakichś wad. Mam nadzieję, że w przyszłości Jaclyn Hill podejmie kolejną współpracę z marką i stworzy coś równie dobrego.

 
Do następnego!



2 komentarze:

  1. Podoba mi się połowa cieni, ale mam podobne kolory w innych paletkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, można teraz znaleźć zamienniki praktycznie każdej palety ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz oraz za odwiedziny! :*

Jeżeli spodobało Ci się u mnie to zachęcam do obserwacji. ;)

Aneta :-)